Home
Afrykański upał i 66 szaleńców..
- Details
- Category: relacje z biegów
- Published on Sunday, 20 May 2012 18:08
- Written by Super User
- Hits: 1
Afrykański upał i 66 szaleńców..
Do Rudy śląskiej pojechaliśmy samochodem Agaty. Podróż jak to zwykle bywa, spędzona na pogaduchach jak to nie będzie dobrze i fajnie, snucie planów i rozpamiętywanie ubiegłych startów.Zaraz za tabliczką z przekreślonym miejscem wyjazdu – korek gigant. Po 40 minutach okazuje się że kilku kierowców usiłowało zacieśnić ze sobą znajomość w postaci efektownego „dzwona” z udziałem 3 czy 4 aut. Wieczorem docieramy na miejsce zakwaterowania.Hotel niczym wycięty z lat 70 – patrząc przez okno myślałem, że za chwile podjedzie „ogórek”, – czyli sztandarowy autobus polskiej myśli technicznej końca lat 60.
Kawiarnia hotelowa, tylko z nazwy przypominała kawiarnię, bo jedynym ciepłym posiłkiem, jaki udało nam się zakupić był puszkowy Ciechan.
Pokoje wyposażone w plazmowe telewizory w standardzie HD, lodóweczka z zimnymi napojami i jakże potrzebne radyjko … tyle że ŻADNEJ z tych rzeczy mimo usilnych poszukiwań po szafkach i szafie odnaleźć się nie udało, cóż za 30 zł na głowę nie ma co wymagać luksusu dworca kolejowego w Katowicach,tam ławki są twarde a gwar nie pozwala na dłuższe drzemki w obawie o jakże cenny biegowy dobytek zamknięty w plecaku.
Poranek zaczął się zbyt wcześnie, budzik zadzwonił o 5:00 a mnie się wydawało że dopiero usnąłem (co i tak nie mijało się z prawdą gdyż gadaliśmy z Robertem do pierwszej). Pozbieraliśmy graty, szybkie śniadanie i wyszliśmy na spotkanie dziewczyn. Przyjechały lekko spóźnione ale dotarliśmy na czas.Do startu pozostały minuty, biegniemy do rynku, chwila na złapanie oddechu po rozgrzewce i … bum, strzał ze startera i ruszyli!
Od pierwszej chwili każdy realizuje swój super plan. Ale z czasem pogoda skutecznie realizuje SWÓJ plan.
Pogoda na poziomie 28 st C i bezchmurne niebo czyni z okolicy grilla po którym biegają „kurczaki” rozebrane prawie jak do rosołu …
Po 2 czy 3 godzinach odzyskuje władzę nad oddychaniem przez nos, wychodzi bieganie w półmaratonie w Pabianicach i deszczowa aura w maratonie Łódzkim.
Z każdym przebytym okrążeniem mam coraz większe problemy z motywacją, choć szukałem jej w przydrożnym sklepiku w 2 opakowaniach lodów waniliowych to i tak na długo jej nie starczyło. Nic nie mogę zjeść – tylko ciągle bym pił a i tak ilość wypitych napojów wcale nie gasi pragnienia...Tylko wzmaga uczucie ciężkości i czuję się jakbym miał beczkę z wodą zamiast brzucha. Dodatkowe demotywatory popijają sobie piwko w pijalce którą ktoś nieopatrznie umieścił na trasie biegu. Rozmowy które przeprowadziłem z niektórymi uczestnikami nie nadają się do cytowania na forach publicznych ale sprowadzają się do jednego …… ZA GORĄCO!! Wszystkie plany, treningi, przebyte km i miesiące przygotowań roztopiły się jak masło w tym upale ograniczając każdemu zasięg o jakieś 20-30 km.
Końcówka to już tylko oczekiwanie na koniec tej mordęgi, (dobijcie mnie!!) Kto miał wygrać to i tak wygrał, mnie już kompletnie „wisi” ile mam, czy coś mi brakuje do 80 km i który jestem w kategorii wiekowej?. Pozostało mi tylko kibicować Agacie i Robertowi i patrzeć jak Darek ciągle biega mimo że skarży się na bóle nogi.
W skołowanym z upału i zmęczenia mózgu rodzi się myśl że to i tak jest bieg o pietruszkę i nic już z tego się nie ulepi. Trzeba pomyśleć o najważniejszym starcie, MP 24 h w czerwcu, co prawda do czerwca zostało tylko kilka tygodni i nie mogę sobie już pozwolić na prowizorki treningowe. W czasie 24 h można nadrobić stracone km w czasie nocnego chłodu ale to i tak takie tylko złudzenie gdyż to jest bieg 24 h czyli inni też będą gnali niezależnie od pogody i pory dnia.
Wiele się wydarzyło, wiele się nauczyłem i wiem jedno – treningi to nie wszystko trzeba popracować nad motywacją, i to ostro albo zamówić sobie wizytę u Psychiatry …
http://www.rudaslaska.pl/ruda-slaska/aktualnosci/2012/04/28/ultramaraton-w-tropikach/

